Kamczatka 2

5. Pietropawłowsk

Zaraz po przybyciu do Pietropawłowska rozpoczęłyśmy naszą ewangelizację przez obecność wychodząc po Mszy św. na ulice.  Ks. Jan pokazał nam różne miejsca, w których gromadzą sie ludzie.  Na ulicach można spotkać wielu młodych ludzi.  Smutne jest to, że zabijają czas wałęsając się po ulicach.  Wielu z nich pije alkohol.  Tutejsi ludzie nigdy przedtem nie widzieli katolickich sióstr zakonnych.  Felicjanki mówią im, że kościół troszczy się o nich i o ich potrzeby.  Chodząc po ulicach i dzieląc się przesłaniem Bożej miłości przez pozdrawianie ludzi zwykłym „Szczęść Boże” czy „Witajcie” w języku rosyjskim sprawiamy, że nasza wizja i misja staje się żywa.  Ludzie ponownie wyrażali swoje zainteresowanie i chcieli zrobić sobie zdjęcie z nami.

100_3881 IMG_1628 IMG_1630 IMG_1625 IMG_1868 IMG_1869

Pewnego dnia, w pierwszych dniach naszego pobytu, dwie siostry wracały z kaplicy niosąc torby ziemniakami i naczyniami kuchennymi.  Na schodach podszedł do nas młody mężczyzna i nalegał, że pomoże nam nieść torby. Mężczyzna był kompletnie pijany.  W rękach trzymał dużą butelkę z jakimś alkoholem. Nie pomogły nasze „nie” – złapał nasze torby i schodził po schodach niejednokrotnie tracąc balans. Jedna z Sióstr usiłowała po rosyjsku poprosić go, aby oddał nam torby. Kiedy wreszcie doszłyśmy wraz z nim do naszego mieszkania, oddał nam z powrotem torby. Zapytałyśmy go, czy zna Jezusa, a on odpowiedział, że „tak”. Okazało się, że trochę mówi po angielsku. Podziękowałyśmy mu i zrobiłyśmy mu na czole znak krzyża. W odpowiedzi ucałował nas w policzek, uśmiechnął się i odszedł.

Kiedyś dowiedziałyśmy się, że niektórzy w Pietropawłowsku są przekonani, że jesteśmy członkiniami jakiejś sekty – może Świadków Jehowy, Adwentystów Dnia Siódmego albo innej. To było dla nas nowe i nieznane doświadczenie. Przecież, zarówno w Polsce jak i w Stanach, wiara katolicka jest postrzegana jako prawdziwa wiara, nie jako sekta. Jeden z woluntariuszy z Polski, Krystian, przeprowadził ankietę wśród studentów tutejszego uniwersytetu, jak postrzegany jest Kościół katolicki wśród mieszkańców Pietropawłowska. Wyniki ankiety pokazały, że 30% tutejszej ludności wierzy, że jesteśmy sektą. My przekonałyśmy się o tym na własnej skórze.

IMG_1350 IMG_1351 IMG_1352 IMG_1364 IMG_1365

Jeżdżąc autobusami miejskimi pewnego dnia zwróciłyśmy uwagę, że nikt nie próbuje wysiadać bez uiszczenia opłaty za przejazd. Kiedy zapytałyśmy kogoś, jak się udało zaprowadzić taki porządek, dowiedziałyśmy się, że ludzie tak postępują ze strachu: karą jest aresztowanie, a można nawet zostać zabitym. Może to brzmieć drastycznie, jednak taka jest tutaj rzeczywistość. Świat, w którym zwykli ludzie naprawdę żyją z dnia na dzień. Jednak w tym brutalnym świecie tli się też kilka światełek dobra: w czasie naszego tam pobytu kilka razy zdarzyło się, że kierowcy autobusów nie wzięli od nas zapłaty za przejazd; wierzymy ze zrobili tak dlatego, że wiedzieli, kim jesteśmy i Kogo reprezentujemy.

IMG_1866 100_3856

Od kilku lat ks. Krzysztof, proboszcz parafii, bezskutecznie próbuje kupić pod budowę kościoła pod wezwaniem Św. Teresy od Dzieciątka Jezus kawałek ziemi na wzgórzu, z pięknym widokiem na miasto. Oczekując na oficjalny podpis burmistrza, poczynił już kilka wstępnych ustaleń w sprawie użytkowania tego skrawka. Ciągle jednak nie widać postępu. Proboszcz wielokrotnie spotykał się z burmistrzem, ten jednak zawsze znajdował jakiś powód, by w ostatniej chwili nie podpisać umowy o sprzedaży ziemi. Ostatnio okazało się, że sytuacja staje się coraz trudniejsza: teren, o który zabiega parafia, zostanie wystawiony na aukcję. Miasto zamierza go sprzedać temu, kto zaoferuje najwyższąIMG_1700 kwotę. Ksiądz chce kupić ziemię w uczciwy sposób, bez dawania łapówek. Najwyraźniej to właśnie przedłuża cały proces. Widzimy, że jest to sprawa, która potrzebuje naszego modlitewnego wsparcia. Plany nowego kościoła są już gotowe, kamienie i inne materiały budowlane zgromadzone; nawet organy ofiarowane przez Niemców, czekają w Polsce na transport do Pietropawłowska Kamczackiego. Widziałyśmy projekt kościoła – jest bardzo piękny. Proboszcz marzy, by budowla całą swoją strukturą zapraszała do wejścia. Planuje się również zagospodarowanie otoczenia, na przykład windę, by można było wjechać na szczyt wzgórza i podziwiać piękną panoramę miasta, zatoki i okoliczne wulkany. Zewnętrzna kruchta projektowana jest tak, by mogła pełnić funkcję miejsca spotkań; znajdowałyby się tam również stacje drogi krzyżowej.  Kilka dni temu, 7 września, w święto Naszej Pani z Włodzimierza, dowiedziałyśmy się, że Konferencja Biskupów Ameryki wyraziła gotowość ofiarowania większej sumy, gdy tylko budowa kościoła ruszy. Także tego samego dnia Proboszcz otrzymał informację, że pieniądze na ten sam cel obiecuje również ktoś z Niemiec. Ale już następnego dnia, w święto Narodzenia Najświętszej Marii Panny, smutna wieść: z rozmowy z burmistrzem ksiądz wywnioskował, że rozpoczęcie budowy znowu trzeba odłożyć.

6. Nasza okolica

Ludzie tutaj byli nam bardzo życzliwi, szczególnie gdy znajdowałyśmy się w jakiejkolwiek potrzebie. Kiedy wyglądało na to, że nie bardzo się orientujemy, gdzie jesteśmy, że jesteśmy zgubione lub szukamy drogi, zawsze był ktoś gotowy nam pomoc. Kiedyś, gdy stałyśmy na skrzyżowaniu dróg, podeszła do nas kobieta, by zapytać czego szukamy. Zaprowadziła nas do miejsca, którego szukałyśmy. W drodze powrotnej spotkałyśmy ją ponownie, a ona zapytała nas czy trafiłyśmy tam, gdzie zmierzałyśmy. Odczułyśmy jak bardzo była nam przyjazna i wiedziałyśmy, że mamy w niej nowego przyjaciela. Tak Pan troszczył się o nas, kiedy my troszczyłyśmy się o Jego sprawy.

IMG_1659 100_3877 100_3880 IMG_1805

Podczas jednej z naszych wędrówek ulicami miasta spotkałyśmy pijanego mężczyznę, który zapytał nas, co mógłby zrobić, by uczynić swoje życie lepszym. Jak wielu ludzi tutaj jest uzależnionych od alkoholu! Od tego spotkania zaczęłyśmy nosić ze sobą kartki z adresem miejscowego Centrum dla osób z chorobą alkoholową, na wypadek gdyby ktoś jeszcze zwrócił się do nas o pomoc.

Tego samego dnia spotkałyśmy kobietę o imieniu Ludmiła. Ludmiła wiedziała, że jesteśmy chrześcijankami, ale nie wiedziała jakiego wyznania. Wytłumaczyłyśmy jej, że jesteśmy katolickimi siostrami zakonnymi. Chciała mieć z nami zdjęcie. Podczas całego naszego pobytu na Kamczatce robienie wspólnych zdjęć z tamtejszymi ludźmi traktowałyśmy, jako dobrą okazję do głębszej rozmowy. Ludmiła pytała, skąd jesteśmy, więc opowiedziałyśmy jej o felicjankach w Polsce i Stanach Zjednoczonych. Ona podzieliła się swoimi troskami, mówiła, jak ciężkie jest życie w Rosji, która według niej znajduje się w rękach mafii, o tym jak dużo jest tu niesprawiedliwości, i o tym jak mało się tu zarabia – jej pensja wynosi tylko 300 dolarów na miesiąc i ona z trudem wiąże koniec z końcem. Skarżyła się, Rosja to kraj, gdzie nie ma organizacji i praw chroniących zwykłych ludzi. Według jej opinii rząd robi to, co chce i nikt nie ma nad tym kontroli. Dodała także, że „nienawidzi” prezydenta Obamy, ale za to lubiła prezydentów Busha i Clintona, precyzując prędko, że nie ma na myśli ostatniego prezydenta Busha, ponieważ on był zwolennikiem wojny. To co mogłyśmy dla niej zrobić, to tylko cierpliwie wysłuchać jej żalów. Na zakończenie naszego spotkania Ludmiła podarowała nam prezent: olej przywieziony z Jerozolimy i ikonę swojej patronki, św. Ludmiły. W podziękowaniu my dałyśmy jej drewniany krzyż i różaniec z broszurką wyjaśniającą, jak go odmawiać. Ludmiła, która pierwszy raz widziała różaniec, natychmiast zawiesiła go na szyi. To spotkanie i wiele innych było dla nas znakiem, jak wielki jest tutaj głód wiary, duchowości, religii, a zatem jak wielka jest również potrzeba głoszenia Dobrej Nowiny o Jezusie Chrystusie.

IMG_1811IMG_1803 IMG_1804

7. Rynek

Zorientowałyśmy się, że najlepiej jest ewangelizować chodząc na rynek. Zawsze, gdy tam przychodzimy, ludzie zatrzymują nas pytając skąd jesteśmy, po co przyjechałyśmy tutaj i co robimy. Odpowiadamy zawsze, że jesteśmy katolikami z Parafii p.w. św. Teresy przy ul. Gagarina. Ludzie mówią, że nigdy dotąd nie wiedzieli sióstr zakonnych, a ci, którzy widzieli są zaskoczeni, że jesteśmy szczęśliwe i rozmawiamy z nimi, gdyż zakonnice prawosławne chodzą ze spuszczonymi głowami i nie rozmawiają z ludźmi. Pewnego dnia, dwie z nas spotkały mężczyznę z Armenii, który sam do nas podszedł pytając czy jesteśmy siostrami katolickimi. Był katolikiem i nie wiedział, że na Kamczatce istnieje Kościół katolicki. Powiedział nam, że w okolicy znajduje się około 50 katolickich rodzin z Armenii. Dałyśmy mu adres kościoła, a teraz modlimy się o to, aby wraz z innymi przyszli do kościoła w parafii p.w. św. Teresy. Na rynku spotkałyśmy też Ukrainkę – katoliczkę, która nie wiedziała, że w okolicy są katolicy.  Była bardzo zaskoczona, gdy powiedziałyśmy jej o tym.  Inna kobieta sprzedająca ryby zapytała nas skąd jesteśmy i prosiła o modlitwę w intencji jej męża, który zeszłego roku w grudniu został wzięty do szpitala i zaczął tracić zmysły.  Pewnego dnia sam opuścił szpital i od tej chwili ta kobieta już go nie widziała.  Obiecałyśmy jej modlitwę, a w zamian dostałyśmy kawior, który tutaj jest powszechnym posiłkiem. Tego dnia zebrałyśmy 4 naczynia kawioru. Jedna kobieta znała kogoś, kto potrzebował wyspowiadać się.  Zapytał nas czy możemy posłuchać jej spowiedzi.  Odpowiedziałyśmy, że nie ale skierowałyśmy ją do księży w kościele. Kilka dni później odwiedziłyśmy ją na rynku, by przekazać jej obrazek z adresem kościoła i numerem telefonu lecz tym razem nie chciała z nami rozmawiać ani żadnej informacji.  Powiedziała tylko: „To nie jest w porządku!”  Byłyśmy zaskoczone i wypowiedziawszy słowa błogosławieństwa w miejscu, gdzie zostałyśmy odrzucone, odeszłyśmy.

100_3863 100_3861

Miałyśmy też bardzo pozytywne doświadczenia. W jednym ze sklepów, starsza kobieta podeszła do nas z zapytaniem, gdzie mieszkamy, gdyż chciałaby nas odwiedzić i pomodlić się z nami. Z płaczem opowiadała nam historię swego syna zabitego w Afganistanie. Czułyśmy, że sam fakt, że jej słuchamy, był dla niej otuchą. Dałyśmy jej adres kościoła i mały drewniany krzyż. Wciąż plącząc zapewniła nas, że przyjdzie, by modlić się z nami.

IMG_1744

Poznałyśmy także Świetlane – kobietę z Ukrainy, która od kilku lat mieszka na Kamczatce. Spotkałyśmy ją na jednym z miejscowych targowisk, gdzie często chodziłyśmy, bo było to dobre miejsce nie tylko na zakupy, ale i do nawiązywania kontaktów z ludźmi. Gdy Swietłana dowiedziała się, że wkrótce opuścimy Kamczatkę, była bardzo smutna. Wzięła numer naszego telefonu i obiecała odwiedzić nas ze swoją córką.

IMG_1777

Innego dnia na naszej drodze z targowiska spotkałyśmy mężczyznę i jego żonę, sprzedających maliny i ziemniaki. Zdecydowałyśmy się kupić od niego ziemniaki wiedząc, jak ciężko musiał pracować, by je wyhodować. Mężczyzna zapytał skąd jesteśmy i tak zaczęła się rozmowa. Wydawał się zaskoczony tym, że pochodzimy z Polski i Stanów Zjednoczonych. Pytał, czy podoba nam się na Kamczatce. Jego zdumienie jeszcze się zwiększyło, kiedy odpowiedziałyśmy twierdząco. To nie pierwszy raz, kiedy ludzie dziwili się, że chciało się nam tu przyjechać, że podoba nam się to miejsce i że chciałybyśmy tutaj zostać na stałe. Przyznał, że przyroda tutaj jest piękna, ale kraj jest źle rządzony i życie trudne. Ludzie ciężko pracują, a zarobione pieniądze ledwo wystarczają, by móc jakoś przeżyć. Na zakończenie naszego spotkania to my poprosiłyśmy o wspólne zdjęcie. Na pożegnanie dostałyśmy kubek malin z jego uprawy. Odniosłyśmy wrażenie, że spotkanie z nami przyniosło mu radość i odrobinę nadziei.

IMG_1783 IMG_1782

Pewnego dnia spotkałyśmy kobietę z Białorusi o imieniu Anna. Mieszkała ona w Rosji już od 30 lat. Podzieliła się z nami radością, że jej wnuczka będzie katoliczką. Anna widziała nas kilkakrotnie na targowisku, ale dopiero teraz zdobyła się na odwagę, by do nas podejść i z nami porozmawiać. Była nami żywo zainteresowana. Ona sama też jest katoliczką. Dałyśmy jej więc  obrazek, na którym były wypisane godziny Mszy świętej i numer telefonu do parafii. Obiecała, że przyjdzie do kościoła przed naszym wyjazdem z Kamczatki.

IMG_1793 IMG_1791

Tego samego dnia na targu, spotkałyśmy kalekiego mężczyznę z jedną nogą. Powiedział nam, że jest chrześcijaninem i poprosił nas, byśmy zrobiły mu zdjęcie. Poprosił nas także, byśmy wszystkim powiedziały, że on jest chrześcijaninem. Wydawało by się, że spotkanie to było tylko krótkim podzieleniem się wiarą, jednak dla nas każde takie spotkanie było ważne: pozwalało doświadczyć kolejny raz, że przychodzimy tutaj w imieniu Jezusa Chrystusa.

IMG_1798 IMG_1799

8. Organizacja „Pamięć”

Pewnego dnia ksiądz Krzysztof, proboszcz parafii, poprosił nas, byśmy odwiedziły kilka rodzin w imieniu organizacji Pamięć, która gromadzi zesłanych na Daleki Wschód najczęściej z powodów politycznych. Są to zesłańcy i ich potomkowie z Ukrainy, dawnej Czechosłowacji, Węgier, Polski i wielu innych krajów. Wielu spośród nich to dziś ludzie starzy, kalecy i samotni. Celem organizacji Pamięć jest wyjść naprzeciw różnym ich potrzebom. W tym celu Pamięć zwróciła się do Kościoła katolickiego na Kamczatce z prośbą o pomoc w odnalezieniu takich ludzi. Zaczęłyśmy naszą misję na tym polu od pięciu nazwisk i adresów tych, którzy mieszkali najbliżej nas. Odnalazłyśmy ulicę i zapukałyśmy do pierwszych drzwi. Słyszałyśmy szczekanie psa w mieszkaniu, nikt jednak nie odpowiedział na nasze pukanie. W innym mieszkaniu wydawało się nam, że słyszymy kogoś po drugiej stronie, jednak i tutaj drzwi pozostały zamknięte. Czułyśmy się obserwowane przez wizjer w drzwiach, jednak nikt nie chciał się z nami spotkać. W którymś kolejnym domu, kiedy na pytanie, kim jesteśmy, odpowiedziałyśmy, że z Kościoła katolickiego, usłyszałyśmy tylko: „Do widzenia! Idźcie sobie stąd!”. Byłyśmy postrzegane i traktowane jak sekta. To doświadczenie pozwoliło nam rozumieć lepiej, jak ważna nasza obecność wśród ludzi i wchodzenie z nimi w kontakt, co wymaga czasu i wielkiej pokory. Kiedy zrelacjonowałyśmy w parafii naszą misję, ksiądz Proboszcz poprosił Olgę, sekretarkę parafialną, by zadzwoniła do niektórych z naszej listy i przygotowała ich na naszą wizytę. Byłyśmy przy tych telefonach. Kiedy Olga wyjaśniała, w jakim celu dzwoni, jej rozmówca chętnie mówił o swojej sytuacji i trudnościach. Ale gdy tylko Olga napomykała, że katolickie siostry zakonne chciałyby tego człowieka odwiedzić, od razu wyczuwało się obawę, że może jesteśmy sektą, która będzie ich nachodzić i próbować wciągnąć w swoje szeregi. Olga tłumaczyła, że my chcemy tylko ich odwiedzić i że nie będziemy nikogo do niczego wciągać, ale nieufność pozostawała. Zrozumiałyśmy, jak bardzo ważna jest cierpliwość w spotkaniach z tymi ludźmi, szczególnie wtedy, gdy był to ich pierwszy kontakt z katolickimi siostrami zakonnymi.

IMG_1816 IMG_1823 IMG_1843 IMG_1849 IMG_1850 IMG_1851 IMG_1857

Dalszy ciąg: idź do Kamczatki 3

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s